Dzisiaj na warsztat biorę żółciaka siarkowego. Młody, świeży i odpowiednio przygotowany potrafi mieć przyjemną mięsistą strukturę, dlatego świetnie sprawdza się w kuchni. A że najlepiej smakuje w chrupiącej panierce, zrobiłam z niego… leśne nuggetsy.
Panierka
Na kilka porcji potrzebuję:
- młodego żółciaka siarkowego,
- 2 roztrzepanych jajek,
- kilku łyżek mąki,
- bułki tartej,
- szczypty soli i pieprzu,
- słodkiej papryki,
- odrobiny czosnku granulowanego,
- oleju lub masła klarowanego do smażenia.
Żółciaka najpierw dokładnie oczyszczam, kroję na mniejsze kawałki i moczę w zimnej wodzie przez około 15 minut. Wodę wylewam, a grzyby poddaję obróbce termicznej.
Obgotowuję je w osolonej wodzie przez około 20 minut, żeby pozbyć się specyficznego, siarkowego zapachu. Następnie wodę wylewam, grzyby dokładnie odcedzam i osuszam.

A potem już czas na panierowanie.
Każdy kawałek obtaczam w mące, następnie w jajku i na koniec w bułce tartej wymieszanej z przyprawami. Smażę na rozgrzanym oleju lub maśle klarowanym, aż panierka zrobi się rumiana i chrupiąca.
A do tego sos…
Do leśnych nuggetsów najbardziej pasuje mi sos czosnkowo-ziołowy.
Potrzebuję:
- 3 łyżek gęstego jogurtu,
- 1 łyżki majonezu,
- ząbka czosnku,
- szczypty soli,
- pieprzu,
- odrobiny soku z cytryny,
- świeżych ziół – koperku, natki pietruszki lub tymianku.
Wszystko dokładnie mieszam i odstawiam na kilka minut, żeby smaki się przegryzły.
I gotowe!

Chrupiące nuggetsy z „kurczaka z lasu”, sos czosnkowo-ziołowy i coś zimnego do popicia.
To właśnie lubię w grzybobraniu – las potrafi przynieść do kuchni składniki, z których można wyczarować coś zupełnie nieoczywistego.
Żółciak siarkowy (Laetiporus sulphureus), nazywany też hubą żółtą, jest ciekawym substytutem mięsa i można wykorzystać go również do przygotowania wielu innych potraw. Żółciak świetnie sprawdzi się również w gulaszu, daniach z makaronem czy aromatycznym stir-fry.
Smacznego, leśne łasuchy!
A gdzie szukać żółciaka?

Żółciaka siarkowego najlepiej wypatrywać od późnej wiosny do jesieni, przede wszystkim na drzewach liściastych. Szczególnie upodobał sobie dęby, wierzby, topole, robinie i drzewa owocowe. Często pojawia się na pniach, konarach i starych, osłabionych drzewach, a jego intensywnie żółto-pomarańczowe owocniki trudno pomylić z otoczeniem.
Warto zaglądać do starszych lasów, parków, zadrzewień i sadów. Jeśli raz nauczycie się go wypatrywać, jego jaskrawe, wachlarzowate owocniki potrafią przyciągnąć wzrok już z daleka.
Uwaga: żółciaka zbieram i wykorzystuję wyłącznie wtedy, gdy mam pewność co do jego oznaczenia. Wybieram młode, świeże owocniki – starsze żółciaki stają się twarde i łykowate, więc zdecydowanie gorzej sprawdzają się w kuchni. Nigdy nie próbuję żółciaka na surowo, ponieważ surowy jest trujący – zawsze poddaję go odpowiedniej obróbce termicznej.